Strażnik Historii

Razem z grupą uczennic – kadetek z Liceum Kadetów RP w Lipinach odwiedzamy jednego z ostatnich świadków epopei mjr  Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Przyjmuje nas p. płk Marian Zach jeden z ostatnich żyjących ludzi, którzy znali i spotykali majora

 

 

 

Kadetki – Jakie było Pańskie dzieciństwo ?

Płk Marian Zach – Czasu, kiedy byłem w pieluchach nie pamiętam. Potem to nie głaskało mnie to życie po głowie. W czasie dzieciństwa, jak to na wsi wówczas bywało młody człowiek musiał pracować. Najpierw gąski, potem owieczki, a potem krówki. Poza tym, jak się do szkoły poszło, to trzeba było nakarmić to, co tam w gospodarstwie było. Niewielkie, co prawda to gospodarstwo było, ale od młodych lat zacząłem pracować, czym trzeba było, kosą, widłami czy grabiami. Kiedy miałem 12 lat wybuchła wojna i skończyło się praktycznie moje dzieciństwo. Przyszli Niemcy i opróżnili moją szkołę, w której sobie urządzili koszary. W związku z tym nauka została przerwana i trzeba było to uzupełniać po wojnie, żeby skończyć 7 klas – trzeba było 5 lat uzupełnić. To było moje dzieciństwo. Zmarnowane. Najpiękniejszy mój czas młodzieńczy bezpowrotnie zabrała wojna, a potem po wojnie przyszło nam wszystkim żyć w trudnych warunkach – wiadomo dlaczego.

Jak Pan wspomina Hubala ?

W połowie listopada zaczęła się zima i to bardzo ostra. Miałem nawet odmrożone ucho. Po cofającej się polskiej Armii Prusy każdy znalazł coś tam dla siebie na pamiątkę: furażerkę, czapkę, orzełka, a ja znalazłem hełm piechura. Bawiliśmy się w wojsko i w kilkunastu wyskoczyliśmy spoza opłotków w Poświętnem prosto na grupkę koni. Moi koledzy na widok jeźdźców rozprysnęli się na boki, a mnie ten hełm spadł na oczy i tylko słyszałem śmiech. Zobaczyłem końskie nogi, potem brzuch i buty z ostrogami. Podniosłem ten hełm i zobaczyłem mężczyznę z brodą, który przestał się śmiać i zapytał: „Powiedz no mi chłopcze, gdzie tu można kupić papierosy ? Wskazałem mu drogę do sklepu i pobiegłem do domu opowiedzieć wszystko mamie, która zabroniła mi opowiadać o tym zdarzeniu. W tym czasie, w naszym domu przebywał 19 – letni kuzyn z Łodzi – Tadeusz Madej, który schronił się u nas przed represjami niemieckimi. On to wszystko słyszał i stał się pierwszym ochotnikiem w oddziale Hubala do którego wstąpił w leśniczówce na Cetniu. To było moje pierwsze spotkanie z majorem Hubalem. Po Tadziu Madeju i jego służbie u Hubala pozostała szabla, która przetrwała schowana przez niego po bitwie pod Anielinem w naszej stodole. Sam ochotnik zginął zastrzelony przez Niemców  kilka dni przed wybuchem powstania warszawskiego. Jest to dla mnie najcenniejsza pamiątka w mojej kolekcji, przypominająca pierwszego ochotnika w pierwszym oddziale partyzanckim II wojny światowej. Warto jeszcze wspomnieć historię Józefa Pruskiego z Inowłodza plutonowego podchorążego, który przeszedł szlak bojowy września 1939 r., uniknął niewoli i zgłosił się do oddziału Hubala w którym walczył do samego końca – aż do śmierci majora. Dzień przed bitwą pod Anielinem na patrolu pod jego komendą zginął ostatni ochotnik przyjęty do oddziału – 19 – letni Józef Kośka. Z plutonowym podchorążym związana jest historia orderu. W zeszłym roku jeden z moich znajomych wyszperał informację w Internecie, że na śmietniku został odnaleziony krzyż Virtuti Militari z legitymacją wystawioną na nazwisko Józef Pruski. Kupiliśmy ten krzyż i mamy go. Okazało się, że ten właśnie pruski po zakończeniu wojny zgłosił się do wojska, został skierowany do szkoły pancernej, po odejściu z wojska został odznaczony Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Virtuti Militari za walkę w kampanii wrześniowej i oddziale majora Hubala. Do śmierci był związany ze środowiskiem hubalczyków, któremu przez długi czas przewodził. Po jego śmierci żona rozdała odznaczenia znajomym i któryś z obdarowanych wyrzucił go, nieświadom znaczenia i wartości orderu, do śmietnika, a nam udało się go odzyskać, z czego jesteśmy bardzo dumni. Teraz możemy odtworzyć postać naszego rodaka - hubalczyka Józefa Pruskiego.

Jak wyglądało Pana drugie spotkanie z majorem Hubalem ?

Widziałem majora jeszcze kilka razy. 1 stycznia 1940 roku na nabożeństwie. Ja byłem ministrantem i służyłem proboszczowi Jóżefowi Wickowi do mszy. To było ciekawe bardzo. Ludzie śpiewają kolędę Bóg się rodzi, w pewnym momencie otwierają się drzwi i do kościoła wchodzi oddział ułanów z bronią, w mundurach. Równym krokiem wchodzą przez środek kościoła, po wojskowemu przyklękują na jedno kolano, ksiądz patrzy przez ramię, co się dzieje, a ludzie przerywają modlitwę i wszyscy zaczynają spontanicznie śpiewać pieśń „Boże coś Polskę”. To było niezwykle wzruszające, ludzie płakali. Msza została dokończona już razem. Po tym nabożeństwie do oddziału przystąpił jeden z księży Filipinów ks. Ludwik Mucha pseudonim Pyrka, który został pierwszym kapelanem oddziału. Jak ten Tadzio Madej został ranny, to rodzice ukryli go w swojej chałupie. Po sąsiedzku mieszkał felczer jeszcze z armii carskiej, taki, co to strzyże, goli i rwie zęby, ale rany potrafił opatrywać. Hubal odwiedzał Tadzia chyba trzy razy, nigdy nie uprzedzał o swoim przyjeździe. To był już marzec, ale śniegi zaczęły topnieć dopiero w kwietniu. Tak, wtedy była długa i bardzo mroźna zima. Co wieczór czekałem, czy może go odwiedzi. Wymykałem się z chałupy w ojcowych butach i mamusinym kożuchu i biegłem za stodołę, bo tam stały luzem konie, których pilnował nasz dobry znajomy, pochodzący z Anielina Jasio Kacprzak, starszy szwoleżer 4 pułku. Na Demona wsiadałem z płotu. Zawsze mi się przypomina taka piosenka ułańska: „O piechocie nie śpiewamy, bo piechotę w d..pie mamy, bo piechota to hołota, co na konia siada z płota”. I ja tak właśnie siadałem na konia Hubala i sobie na nim tak człapałem. Rano zacierałem ślady. Pewnego razu, wieczorem wchodzi major z towarzyszącym oficerem, ja chciałem iść za stodołę, ale major mnie złapał za rękę i mówi-chodź, chodź chłopcze. I ja w tym kożuchu, w tych butach zostałem. Major usiadł przy rannym i posadził mnie,12 letniego młodzieńca, na kolanie. Było mi strasznie gorąco od tego kożucha i wstyd bo ja – prawie już dorosły mężczyzna musiałem siedzieć u jakiegoś faceta na kolanie. Ale major powiedział gdzie chcesz iść, zostań posłuchaj o czym my tu rozmawiamy, może ci się do czegoś przyda i wiecie co ? Do dzisiaj mi się to przydaje. Hubal mówił o czasach przedwojennych o swoich występach sportowych, o podróżach, gdzie będziemy mogli pojechać po wojnie, jakie wyspy i lądy odwiedzimy. O wojnie nie rozmawiał wcale. Wkrótce odjechał. I na tym się skończyło moje drugie spotkanie z Hubalem. Wkrótce po tej wizycie do matki podszedł policjant granatowy – nasz stary znajomy i zapytał „Kogo wy tam trzymacie w domu, to niebezpieczne”. Ale mama spokojnie odpowiedziała, że to kuzyn z Łodzi przyjechał na odpoczynek, ale już następnej nocy przewiozłem rannego Tadzia na drugi koniec wsi do mojego wujka – brata mamy i tam już Hubal się nie pojawił.

Jak Pan Pamięta śmierć Hubala. Jak Pan to przeżywał ?

Pamiętam ten dzień doskonale. Matka mnie obudziła i mówi wstawaj, wstawaj, coś się dzieje. Pełno Niemców. Mieli tu punkt dowodzenia. Przeciwko 20 ułanom Niemcy 3500 żołnierzy wysłali. Ludzie mówią, że była strzelanina w Anielinie i że zabili Hubala. Przejąłem się, że Tadek może poległ. Przywieźli zwłoki zabitego majora tu do Poświętnego. Niemcy podchodzili do zabitego i robili sobie zdjęcia. Ja tam byłem i oglądałem majora. Wszyscy się chowali, bo się bali, czy Niemcy nie spalą wsi, jak wcześniej zrobili to z Gałkami, Huciskiem, Szałasem. Każdy miał spakowany tobołek, żeby uciekać, kiedy zacznie się pacyfikacja, na szczęście do niej nie doszło. Niemcy wywieźli gdzieś ciało majora, które nie zostało do dzisiaj odnalezione. Tak kończy się opowieść o moich spotkaniach z majorem Hubalem. Film ze spotkania prezentujemy poniżej.

                                                                                                                            Rozmowę zarejestrował Jarosław Bednarski

 

Zapraszamy na film laureatów I miejsca w konkursie:  „Bohaterowie mojej małej ojczyzny w latach 1939-1945”, ogłoszony i koordynowany przez Wydział Upowszechniania Tradycji Orężnych WCEO. 

Media

Wydawca: Powiat Przysuski. 2013
By: Fresh Joomla templates