21 maja, rozpoczęły się zmagania o tytuł „Powiatowego Mistrza Ortografii” do rywalizacji przystąpiło 155 uczestników w 4 grupach wiekowych. Wkrótce na naszej stronie ukażą się teksty dyktand. Wszystkim uczestnikom życzymy powodzenia!!
Ogłoszenie wyników i wręczenie nagród nastąpi 29 maja.
Teksty dyktand:
DYKTANDO: GRUPA II (klasy 4-6)
Bójka
Rój muszek owocówek unosił się nad koszem pełnym cytrusów i łubianką truskawek. Ula próbowała odpędzić natrętów, ale nic nie skutkowało. Dzień był duszny, żar lał się z nieba i również owady szukały ukojenia. Ula dała za wygraną i przeniosła się z kuchni na werandę. Usiadła na huśtawce i zaczęła się bujać. Szybko jednak przestała, bo wrażliwy żołądek lekkimi mdłościami dał znać o swoim istnieniu. Na podwórku dzieciaki chlapały się wodą z ogrodowego węża, mama plewiła grządki w ogródku, a tata murował nowy chlewik.
Z powodu wysokiej temperatury Ula zaczęła usypiać na leżaku, gdy nagle z objęć Morfeusza wyrwał ją głośny huk dobiegający zza kulistej przybudówki. Zerwała się na równe nogi i pognała do komórki, pełniącej funkcję piwniczki. Dochodziły stamtąd dziwne pomrukiwania, brzęki i łoskot. Kiedy odsunęła zasuwę i otworzyła drzwi, jej oczom ukazał się przedziwny obraz. Oto dwa najeżone szarobure koty toczyły między sobą zawziętą bójkę. I nie zważał zupełnie na to, co działo się wokół, a już na pewno nie na równiutko ułożone na półkach słoiki z przetworami i różnego rodzaju puszki. Zdążyły już zresztą rozbić konfitury z jeżyn oraz kompot z żółtych jabłek. Spiżarnia była zdemolowana, a w powietrzu fruwało kocie futro.
Na szczęście Ula posprzątała w porę bałagan i mamusia nie gniewała się na koty.
DYKTANDO: GRUPA III (klasy 7-8)
Sjesta w skwarze
Upał nie chciał zelżeć. W południe żar przechodził wszelkie wyobrażenie. Niemożliwością było przejście kilkunastu kroków. Zygmunt w towarzystwie Zofii próbował przeczekać skwar na werandzie hotelu, kosztując ustawicznie chłodną coca-colę, zmrożoną okruchami lodu. Nieoczekiwanie w powietrzu przemknął staroświecki aeroplan. Wrażenie było tak niesamowite, że początkowo przypuszczano, że to fatamorgana. Jednakże nie był to żart. Pilot zręcznie zawinął nieduże kółko, by następnie frunąć kołami w górę. Wkrótce wylądował nieopodal, przy końcu łanu dojrzałej pszenicy, na olbrzymiej łące, gdzie fortunnie nie było biało-czarnych krów. Te schroniły się nieco dalej, pod rozłożystą olchą.
Do odprężonych i sączących orzeźwiający napój turystów przysiadł się rudowłosy Błażej. Zaczął przekazywać niesamowite wrażenia z podróży do Indii. Zauważył, że niełatwo podróżować przez hinduską prowincję, gdyż koleje są nadzwyczaj sfatygowane i przepełnione przemieszczającymi się ustawicznie ludźmi. Stwierdził, że ujrzał żebrzących mężczyzn żyjących bezpośrednio na ulicy. Napomknął też, że położył bukiet kwiatów na grób Matki Teresy z Kalkuty, orędowniczki ubogich. Słuchano go chciwie. Po chwili umilkł i przesunął krzesło bliżej niedużego stolika, na którym w międzyczasie kelner z sumiastym wąsem ustawił różową oranżadę. Umoczył usta z niekłamanym zachwytem na ogorzałej twarzy.
DYKTANDO: GRUPA I (klasy 2-3)
Wycieczka rowerowa
Pewnego majowego dnia Justynka i Błażej wybrali się na wycieczkę. Dziewczynka chciała koniecznie pojeździć na swoim nowym rowerze. Przyjaciele jechali wolno i rozmawiali o wakacjach. Żadne z nich nie zauważyło, że zanosi się na burzę. Nagle zaczęło grzmieć. Niebo przykryły czarne, duże chmurzyska. Przyroda lubi płatać różne figle i nie zważa na nic. Przyjaciele przenieśli swoje rowery w bezpieczne miejsce i sami ukryli się przed deszczem. Dobrze, że mieli ze sobą mały bagaż z prowiantem. Przynajmniej mogli zjeść pożywny posiłek. Kiedy deszcz ustał, wyruszyli w powrotną drogę. Niestety Justyna miała pecha. Zaczepiła kołem o wystający korzeń i przewróciła się. Błażej przemył i opatrzył skaleczony łokieć koleżanki. Chłopiec zawsze ma przy sobie dobrze zaopatrzoną apteczkę.
Tekst z Internetu zmodyfikowany przez Katarzynę Gołyską
DYKTANDO: GRUPA IV (SZKOŁY ŚREDNIE, DOROŚLI)
Z miejsca urodzenia przysuszanin.
Rok 1814 zapisał się złotymi zgłoskami w historii Przysuchy. Wówczas bowiem w wyżej wymienionym mieście przyszedł na świat Oskar Kolberg, znakomity etnograf, encyklopedysta, folklorysta i kompozytor. Znany naukowiec i literat rozsławił skromne, prowincjonalne miasteczko, choć jego pobyt w Przysusze był epizodem z wczesnego dzieciństwa. Jako trzyletni chłopiec Oskar Kolberg zamieszkał z rodziną w Warszawie w Pałacu Kazimierzowskim. Ojciec sławnego etnografa, który w Przysusze otrzymał posadę zarządcy zakładów hutniczych, został powołany na stanowisko profesora geodezji i miernictwa na Uniwersytecie Warszawskim. Stąd przeprowadzka państwa Kolbergów do stolicy nieistniejącego w aspekcie politycznym kraju. Nie wiadomo, czy trzyletni malec zachował w pamięci obrazy z miejsca urodzenia, jednak wiadome jest, że umysł dziecka, szczególnie wrażliwego i utalentowanego, bywa chłonny i precyzyjny, więc może wizja Przysuchy chociażby mgliście zapisała się w świadomości Oskara. Jak przekazują biografowie Oskara Kolberga, przyszły folklorysta już we wczesnym dzieciństwie poznał urok pieśni ludowej. Jeszcze w Przysusze zetknął się z chłopskimi śpiewkami, które zasłyszał od mamki, chłopki spod Sandomierza, Zuźki Wawrzek. Chłopiec dorastał wśród wiejskich klimatów, co przybliżyło mu w przyszłości tak odległe od miejskiego inteligenta trudne, surowe, ale też piękne życie ludu. Pasja Kolberga współbrzmiała z ogólną tendencją epoki. Wszak w romantyzmie pojawiało się wśród artystów zaintrygowanie kulturą i etyką ludu. Państwo Kolbergowie zapewnili swoim synom świetne wykształcenie. Starszy brat Oskara, Wilhelm, był inżynierem i kartografem, zaś młodszy brat, Antoni, został artystą malarzem. Oskar kształcił się w Liceum Warszawskim, renomowanej wówczas szkole. Studiował w Berlinie teorię muzyki i kompozycję oraz prawdopodobnie uczęszczał do Akademii Handlowej. Przez kilkanaście lat Kolberg był zatrudniony w zarządzie Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. W tym czasie realizował się także jako artysta. Skomponował i wydał wiele utworów muzycznych. Wreszcie zrezygnował z posady urzędnika kolejowego, by zająć się pracą naukową i literacką. Opracował ponad tysiąc haseł z obszaru muzyki, muzykologii, etnografii i etnologii do wydawanej przez Samuela Orgelbranda „Encyklopedii Powszechnej”. W okolicach Warszawy zanotował po raz pierwszy ze słuchu melodie ludowe. Wydał je drukiem ze swoim akompaniamentem. Dokumentowanie muzyki ludowej zaowocowało wydaniem ballad ludowych pt. „Pieśni ludu polskiego”. Fascynacja nie tylko twórczością ludową, lecz ogólną kulturą i mentalnością ówczesnej wsi, zainspirowały Oskara Kolberga do pieszych wycieczek w teren, by bezpośrednio przyjrzeć się wiejskim realiom, poznać wierzenia i obyczaje chłopów. Swoje spostrzeżenia etnograf zapisywał. Cieszyły go wiejskie pejzaże zharmonizowane z głosami ptactwa i gościnność gospodyń, częstujących przyjaznego pana zsiadłym mlekiem lub gomółką sera. Jednak nie zawsze wieś była przychylna obcemu przybyszowi, wolał więc przeprowadzać swoje badania w gościnie u zaprzyjaźnionych rodzin ziemiańskich. Uwieńczeniem pracy wybitnego etnografa jest cykl monografii w całokształcie poświęcony ludowi. Oskar Kolberg zmarł w roku 1890 w Krakowie, gdzie mieszkał przez wiele lat. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim. Sławny naukowiec i artysta zawsze podkreślał, że jest Polakiem, chociaż jego rodzice byli cudzoziemcami. Ojciec, Niemiec przybyły z Meklemburgii, a matka Francuzka. Dzieła Oskara Kolberga są bezcennymi skarbami naszej kultury. Przybliżają narodowi polskiemu jego korzenie i eksponują kulturotwórczą rolę chłopstwa w dawnej Rzeczypospolitej.
Autor tekstu: Danuta Ewa Skalska


