Zapraszamy do lektury wywiadu ze Starostą Przysuskim, który ukazał się w Naszym Dzienniku 1 lipca 2025 r.

 

Słuchać ludzi

Podczas ostatniego kongresu padła zapowiedź powrotu do źródeł — kolejnego objazdu Polski.

 

Przysucha znów stała się na jeden dzień stolicą polskiej polityki. Kongres Prawa i Sprawiedliwości ponownie zawitał właśnie tam. Czy to polityczna tradycja?

— Zdecydowanie tak. Można śmiało powiedzieć, że Przysucha na trwałe wpisała się w kalendarz Prawa i Sprawiedliwości jako miejsce szczególne — wręcz symboliczne. Jej historia sięga 2014 roku, kiedy to właśnie z mojego powiatu rozpoczął się tzw. marsz po zwycięstwo. I co ważne — od tamtego momentu każda kolejna elekcja była dla PiS pasmem wygranych. Trudno więc nie zauważyć pewnej symboliki.

Podczas konwencji w Przysusze prezes Prawa i Sprawiedliwości zadeklarował, że partia celuje w 40 proc. poparcia w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Jak Pan, jako polityk z bezpośrednim kontaktem z obywatelami, ocenia realność tego celu?

— Moim zdaniem to absolutnie osiągalny wynik, jeśli tylko partia odpowiednio wykorzysta energię tej konwencji i przełoży ją na konkretną pracę w terenie. Jeżeli wszyscy delegaci potraktują te słowa poważnie i ruszą w swoje regiony z jasnym przekazem, pokazując Przysuchę jako wzorzec — gdzie ostatnio poparcie dla PiS wyniosło aż 80 procent — to do 2027 r.  to 40 proc. w skali kraju przestaje być marzeniem, a staje się planem operacyjnym. Tym bardziej, że obserwując chaos, niekompetencję i rosnącą arogancję obecnie rządzących, trudno się dziwić, że rośnie fala niezadowolenia — nie tylko wśród naszego twardego elektoratu, ale też wielu ludzi, którzy po prostu myślą rozsądnie i — nie boję się tego powiedzieć — po polsku. A skoro do tego dochodzi zapowiedziana przez prezesa ofensywa programowa, która ma być odpowiedzią nie tylko na kryzysy, ale też na głębokie potrzeby społeczne, to jestem przekonany, że wyborcy to docenią, i wtedy te 40 proc. stanie się nie tylko realne, ale wręcz nieuniknione.

Panie Starosto, skoro mówimy o odbudowie pozycji Prawa i Sprawiedliwości, to zapytam przewrotnie, ale wprost — czy kluczem nie powinien być powrót do fundamentalnego hasła, które przed laty tak mocno wybrzmiewało z ust premier Beaty Szydło: „Trzeba słuchać ludzi”?

—  Uważam, że to absolutnie słuszny trop. Słuchanie ludzi nie jest tylko politycznym sloganem. - to konkretna postawa, która zawsze była fundamentem sukcesu naszej formacji. Proszę pamiętać, że już w styczniu 2014 r. w Przysusze odbyła się konwencja podsumowująca objazd całej Polski przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Odwiedził wtedy wszystkie powiaty — nie dla PR-u, nie dla kamer, ale po to, by być z ludźmi, wysłuchać ich i lepiej rozumieć codzienne problemy. To właśnie wtedy zdefiniowaliśmy kierunek, który zaprowadził nas do kolejnych zwycięstw. I nie zamierzamy z tej ścieżki schodzić. W sobotę, podczas ostatniego kongresu, padła zapowiedź powrotu do źródeł — kolejnego objazdu Polski. Tym razem pod hasłem: „Dziękujemy za wybory”, ale intencja jest ta sama: spotkać się z Polakami, spojrzeć im w oczy i porozmawiać bez pośredników. Czy prezes dotrze do każdego powiatu? Może nie, ale każdy z naszych liderów, każdy poseł, każdy działacz terenowy wie, że to jego obowiązek. Bo jeśli chcemy na nowo zdobyć zaufanie i odzyskać pełną siłę, musimy znów postawić człowieka w centrum.

 

Co dziś realnie spędza sen z powiek polskiej rodzinie? Czego ludzie nie mówią w badaniach, ale szepczą w kolejkach, przy kasie w sklepie, na targowiskach czy w autobusach?

— Jeśli miałbym w jednym zdaniu streścić, co naprawdę martwi polską rodzinę, to powiedziałbym: lęk o bezpieczeństwo i dramatyczne problemy materialne. To są tematy, które wracają jak refren. Ludzie mają dość politycznej propagandy, chcą konkretu — a konkretem jest pusty portfel pod koniec miesiąca. I wbrew temu, co próbują wmówić rządowe media, problem nie zniknął — wręcz przeciwnie, narasta. Wystarczy wsłuchać się w rozmowy — na ulicach mojego miasta słychać jedno: „drożyzna zżera domowe budżety”. Kiedyś to PiS było atakowane hasłami: „PiS = drożyzna”, dziś te billboardy powinny stanowić wyrzut sumienia dla tych, którzy naprawdę odpowiadają za galopujące ceny. Mamy absurdalną sytuację: statystyki pokazują, że zarabiamy więcej, ale za te pieniądze kupujemy coraz mniej. To jest prawdziwa inflacja codziennego życia — inflacja lodówki. Do tego dochodzi drugi mur, o który wielu się rozbija — mieszkanie. Koszty zakupu domu czy nawet niewielkiego mieszkania są absurdalne, a kredyty hipoteczne dla młodych rodzin stały się finansową kulą u nogi. A przecież dom, dach nad głową to nie luksus, tylko fundament stabilności. Bez tego nie poprawimy dzietności. Bez rozwiązania tego problemu będziemy wymierać — jako cały Naród. Ale to nie koniec. Jest jeszcze sprawa, która powraca z ogromnym ładunkiem emocji — ochrona wartości. Coraz więcej rodzin mówi wprost: „Nie zgadzamy się na niszczenie fundamentów, na których budowano nasze życie”. Zamach na dzieci, podważanie autorytetu rodziny, ideologiczne eksperymenty w szkołach — to przekracza granice. Edukacja i gospodarka — to są dziś dwa główne filary, których kondycja bezpośrednio przekłada się na przyszłość polskiej rodziny. I Polacy doskonale to rozumieją.

Wygląda na to, że szeroka prawicowa koalicja — PiS, Konfederacja i Korona Grzegorza Brauna — zyskuje w badaniach sondażowych przewagę. Padają już nawet głosy o możliwej większości konstytucyjnej.

 

— Powiem tak, bez owijania w bawełnę – sondaże to nie powód do świętowania, tylko do jeszcze większej mobilizacji. Owszem, liczby cieszą, ale tylko naiwny polityk uznałby je za gwarancję sukcesu. A ja naiwny nie jestem. Po ponad dwóch dekadach w samorządzie nauczyłem się jednego: nic nie jest dane raz na zawsze. I choć nigdy nie aspiruję do wielkiej polityki, wiem, że właśnie ta lokalna robota, często bez blasku fleszy, jest fundamentem całego państwa. Bo jeśli nie będzie samorządowców – na dole, w terenie, w realnym kontakcie z ludźmi – to ci politycy na górze mogą nie mieć do kogo przyjechać, szczególnie wtedy, gdy sondaże nagle przestaną być łaskawe. W 2014 roku, gdy byliśmy w opozycji, nie czekałem na komendę z centrali. Działałem. I dziś robię to samo, bo prawdziwe zaangażowanie widać nie wtedy, gdy jest dobrze, tylko gdy trzeba trwać mimo przeciwności. Dlatego dziś, gdy ktoś mówi, że,,możemy zmieniać Konstytucję”, to ja pytam: czy naprawdę już zasłużyliśmy na tę większość? Czy na pewno zrobiliśmy wszystko, by ludzie nie tylko nas poparli, ale na nowo nam zaufali? Bo prawda jest brutalna – kampania wyborcza nie zaczyna się trzy miesiące przed wyborami. Ona trwa nieprzerwanie. Dzień po dniu, rozmowa po rozmowie, decyzja po decyzji. I jeśli ktoś sądzi, że dwa lata to dużo czasu, to się głęboko myli. To ledwie chwila. A konkurencja nie śpi. Dlatego nie wolno się rozsiadać wygodnie w fotelu i odwoływać do sondaży. Trzeba wstać, założyć buty, zapiąć pas i dalej ciężko pracować – jakby za chwilę miały odbyć się wybory.

Dziękuję za rozmowę

Rafał Stefaniuk

Wydawca: Powiat Przysuski. 2013
By: Fresh Joomla templates